Aplikacje rowerowe: które naprawdę się przydają, a które nie

Telefon rowerzysty potrafi zawierać więcej aplikacji niż sakwa narzędzi, a aplikacje rowerowe to dziś osobny, duży rynek. Jedne zapisują trasę, inne planują wycieczkę, jeszcze inne porównują nasz czas z wynikami tysięcy obcych ludzi. Które z nich naprawdę pomagają w jeździe, a które głównie zabierają czas i baterię? Przyglądamy się najpopularniejszym kategoriom.

Rejestrowanie jazd i społeczność

Najbardziej znaną aplikacją tego typu jest Strava, czyli aplikacja i serwis społecznościowy do zapisywania treningów. Zapisuje trasę, czas, prędkość i przewyższenie, a znajomi widzą nasze jazdy, mogą je komentować i dawać „kudosy”, czyli odpowiednik polubień. Dla wielu osób to świetna motywacja – trudniej odpuścić trening, gdy reszta paczki właśnie wrzuciła swoje kilometry.

Ciekawą funkcją są segmenty, czyli wybrane odcinki dróg z rankingiem czasów wszystkich przejeżdżających. To dobra zabawa i sposób na sprawdzanie postępów na tym samym podjeździe. Trzeba jednak zachować zdrowy rozsądek: ściganie się o miejsce w rankingu na drodze publicznej, z ruchem samochodowym i skrzyżowaniami, to prosty przepis na kłopoty.

Aplikacje rowerowe do planowania tras i nawigacji

Do planowania wycieczek wiele osób używa Komoota – to planer tras dla rowerzystów i piechurów, który pomaga odkrywać nowe trasy. Aplikacja wyznacza trasy pod konkretny typ roweru, pokazuje rodzaj nawierzchni, profil wysokości i ciekawe miejsca po drodze. Mapy można pobrać do pamięci telefonu, co przydaje się w górach i lasach, gdzie zasięg bywa słaby.

Podobne możliwości mają inne serwisy do planowania tras, na przykład Ride with GPS, w którym łatwo stworzyć własny przebieg trasy na mapie, a także aplikacje producentów liczników rowerowych, które pozwalają wysłać trasę prosto na urządzenie. Przy wyborze warto sprawdzić, czy aplikacja dobrze zna lokalne drogi i czy rozróżnia asfalt od szutru – dla rowerzysty na szosówce to zasadnicza różnica.

Nawet najlepszy planer nie zna jednak wszystkich lokalnych niespodzianek. Droga oznaczona jako utwardzona może okazać się rozjeżdżonym duktem, a skrót przez wieś – stromą ścianką. Przed dłuższą wyprawą dobrze rzucić okiem na zdjęcia satelitarne albo opinie innych użytkowników, a w terenie mieć plan awaryjny i zapas czasu.

Co z tych danych naprawdę wynika

Aplikacje chętnie zasypują nas liczbami: średnia prędkość, spalone kalorie, „wysiłek względny”, prognozowana forma. Część z nich to rzetelne pomiary, część to szacunki algorytmów, które mogą się wyraźnie mylić. Średnia prędkość zależy od wiatru i trasy, a kalorie liczone z tętna z optycznego czujnika bywają mocno przybliżone.

Najwięcej sensu ma porównywanie jazd w podobnych warunkach: ta sama trasa, podobna temperatura, podobne jedzenie przed wyjazdem. Przykłady takich porównań i wyjaśnienia, którym wskaźnikom ufać, a które traktować ostrożnie, zebrano w miejscu, jakim jest dział o danych z jazd, gdzie analizy pokazano krok po kroku na prawdziwych plikach z treningów.

Trening w domu i aplikacje treningowe

Zimą na popularności zyskują aplikacje do jazdy na trenażerze. Łączą się z trenażerem i pozwalają jechać po wirtualnych trasach, czasem w towarzystwie innych użytkowników z całego świata. Dla wielu osób to sposób, by przetrwać ciemne miesiące bez nudy. Część aplikacji działa w modelu subskrypcji, inne są bezpłatne, więc przed zakupem warto sprawdzić, czy darmowa wersja nie wystarczy.

Osobną kategorią są platformy do planowania treningu. Przydają się osobom, które przygotowują się do konkretnego startu i pracują z trenerem. Dla rekreacyjnego rowerzysty to zwykle więcej niż potrzeba.

Prywatność i bezpieczeństwo

Publiczne udostępnianie tras ma też ciemną stronę. Jazda zaczynająca się i kończąca codziennie w tym samym miejscu zdradza adres domu, a opis nowego roweru za kilkanaście tysięcy złotych może zainteresować niepowołane osoby. Kilka ustawień, które warto sprawdzić:

  • ukrywanie początku i końca trasy w okolicy domu i pracy,
  • widoczność aktywności tylko dla obserwujących, a nie dla wszystkich,
  • wyłączenie automatycznego udostępniania informacji o sprzęcie,
  • regularny przegląd aplikacji, które mają dostęp do naszego konta.

Z drugiej strony niektóre aplikacje oferują funkcję udostępniania lokalizacji na żywo wybranym osobom. Przy samotnych, dłuższych wycieczkach to przydatne zabezpieczenie dla bliskich, którzy czekają w domu.

Jaka jest najlepsza darmowa aplikacja na rower?

Nie ma jednej najlepszej – na start w zupełności wystarczą darmowe wersje popularnych aplikacji do zapisu jazd i planowania tras. Bezpłatnie zwykle można rejestrować dystans, prędkość i czas, przeglądać historię przejażdżek i wyznaczać proste trasy. Płatne subskrypcje odblokowują najczęściej dodatkowe analizy, cele treningowe, mapy offline dla większych obszarów czy szczegółowy poziom trudności podjazdów.

Dobrym testem jest miesiąc jazdy na darmowej wersji. Jeśli po tym czasie konkretnej funkcji naprawdę brakuje, dopiero wtedy warto za nią zapłacić. Na mapy rowerowe pobrane do pamięci telefonu warto też zwrócić uwagę przed wyjazdem za granicę lub w góry.

Telefon czy licznik

Na początek telefon w uchwycie na kierownicy w zupełności wystarczy. Trzeba jednak liczyć się z tym, że stały GPS i włączony ekran szybko rozładowują baterię, a w deszczu obsługa dotykowego ekranu bywa kłopotliwa. Przy dłuższych wycieczkach przyda się mały powerbank, a dobrym nawykiem jest wyjazd z w pełni naładowanym telefonem.

Osobny licznik rowerowy ma dłuższy czas pracy na baterii i jest odporniejszy na warunki pogodowe, ale to wydatek, z którym można poczekać, aż rower na stałe zagości w tygodniowym planie.

Aplikacje rowerowe potrafią dodać jeździe motywacji, ułatwić planowanie i pomóc śledzić postępy. Najlepiej wybrać dwie, trzy, które rzeczywiście się przydają: jedną do zapisu jazd, jedną do planowania tras i ewentualnie jedną na zimę. Resztę liczb można spokojnie zignorować – rower nadal najlepiej sprawdza się jako sposób na przyjemność, a nie na kolejną tabelkę.